Spojrzałam na chłopaka i praktycznie tłumiłam w sobie śmiech. No tak odezwała się moja druga natura. Pomimo tego iż uwielbiam patrzeć jak leje się krew, to czasami nawet ja potrzebuję chwile odpocząć od tego wszystkiego.
- Jak tam doznania po badaniu? - nie odpuszczałam, tak śmiesznie się denerwował.
- Skończysz? - zatrzymał się i spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem
- Nie denerwuj się - powiedziałam spokojnie - Złość urodzie szkodzi, a Ty nie masz czym szastać - zaśmiałam się i poszłam do swojego pokoju. Opadłam na łóżko i zaczęłam gapić się w sufit, ach jakiż on był piękny. Brudny, popękany, po prostu istne dzieło sztuki. Zamknęłam oczy i próbowałam usnąć, kiedy usłyszałam ryk tygrysa oczywiście od razu przypomniał mi się chłopak, ach mój obiekt kpin i dręczenia. Wstałam na równe nogi i otworzyłam drzwi, na moje szczęście lub też nieszczęście przechodził właśnie obok
- Co? - zapytał, gdy zorientował się, że patrzę na niego dłuższą chwilę
- Nic bo co? Patrzeć nie można? Niecodziennie widzi się lwa i barana - spojrzał na mnie jedynie srogo
- Wygrałam! - wykrzyknęłam odstawiając jakiś taniec i wracając do swojego pokoju, śmiejąc się jak głupia. Nie no trzeba trochę się opanować bo co pomyślą sobie o mnie inni? Jeszcze moja reputacja, chamskiej, wredoty odejdzie w zapomnienie i co wtedy? Nie, nie mogę do tego dopuścić. Wzięłam jabłko z komody i ruszyłam w stronę wyjścia. Pochodziłam trochę, aż usłyszałam męski głos
- Czy możesz wyjść poza mury? Potrzebujemy trochę jedzenia, i nowe ubrania również by się przydały...
- Zgoda i tak potrzebuje nowe ciuchy, ostatnio prawie wszystkie podarły mi się na treningu - odpowiedziałam - Wezmę tego blondyna, z którym była akcja dzisiaj rano - dodałam jedynie i już chciałam odejść
- Nie był jeszcze...
- W dupie to mam, idzie ze mną - pokazałam mu jedynie środkowy palec i poszłam w stronę pokoju. Ubrałam bluzę, wzięłam pusty plecak i broń. Zapukałam do pokoju chłopaka.
- Czego? - mruknął widząc mnie w drzwiach
- Wychodzę poza mury i zgadnij kto idzie ze mną
- A co mnie to?
- A to, że to Ty idziesz ze mną - wskazałam na niego
- Na nic się nie zgadzałem - zaśmiał się
- A co mnie to? - zapytałam z niewinną minką - Lepiej weź dobrą broń, idziemy po pożywienie i ubrania, a w mieście trochę się tego kręci - Nie czekając na zaproszenie weszłam do jego pokoju, właściwie był taki sam jak mój, może ja miałam pochowane po kątach różne rzeczy, ale poza tym niczym się nie różnił. Zresztą jak wszystkie pokoje tutaj.
- Nie wiesz, że nie można się tak wpychać do cudzych pokoi? - zapytał zrezygnowany
- Nie wiesz jeszcze, że mi się nie odmawia? - zapytałam z tym samym tonem. - Dalej zbieraj się nie mamy całego dnia - poganiałam go siadając na krześle
( Maks?)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz