W mieście, wolałam milczeć i patrzeć gdzie idę, niż zwracać uwagę na niego. Weszłam do jednego sklepu, trzymając przed sobą broń, gdy już się upewniłam, że nigdzie nic nie ma, zaczęłam pakować jedzenie, głównie wodę i jakieś konserwy, ale wzięłam też trochę czekolady, owoców, który były w miarę świeże i kilka innych produktów. Rzuciłam torbę do towarzysza
- Orientuj się - powiedziała idąc przed nim, po drodze zgarnęliśmy jeszcze trochę ubrań, koców, poduszek - Stój - powiedziałam szeptem
- Nie będę Cię słuchać - mruknął idąc dalej. Bez namysłu pociągnęłam go za jeden budynek - Co Ty? - zaczął, ale zakryłam mu usta ręką
- Cicho - szepnęłam, pokazując na zombi które właśnie przemieszczały się przez ulice, było ich może z 10, jednak po co nie potrzebnie się pakować w kłopoty skoro możemy zostać niezauważeni. Obydwoje staliśmy w ciszy obserwując ich. Mieliśmy szczęście, gdyż się nie zatrzymywali i po kilku minutach na ulicy było znowu pusto
- Dlaczego, nie atakowaliśmy?
- A po co? Zwykła grupka, nie ma sensu marnować czasu - wzięłam jedną torbę i ruszyłam w stronę siedziby - Wiem, że mi nie ufasz, ale będąc w terenie nie mam ochoty na głupie żarty, bez potrzeby bym Cię nie zatrzymywała, oraz nie zostawiłabym Cię na pastwę losu, a mogłam to zrobić, więc liczę na to samo z Twojej strony - zakończyłam swoją wypowiedź patrząc na niego kątem oka
( Maks?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz